Wpływ pandemii na relacje rodzinne

Pandemia i przymusowa izolacja zaskoczyła nas wszystkich i postawiła przed nami konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości i to z dnia na dzień zarówno na gruncie zawodowym, jak i osobistym.

Praca zdalna, e-lekcje dzieci, narastająca frustracja, strach o przyszłość, konflikty z domownikami, tęsknota za rodziną i bliskimi, z którymi kontakty trzeba było ograniczyć, bezradność - to pewnie tylko niektóre problemy, z którymi każdy podczas pandemii się zmierzył.

Jak to wpłynęło na relacje rodzinne?

Dużo mówiło się o tym, że będzie to czas na to aby zwolnić, odpocząć, spędzić więcej czasu z rodziną i zacieśnić więzi. Czy faktycznie tak było?

Czas w którym wszyscy domownicy spędzają razem okazał się trudny. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zwróciła uwagę, że w marcu Telefon Zaufania 116 111 odnotował największą od 11 lat liczbę interwencji. Dzwoniono 76 razy, co daje prawie dwa razy większy wynik niż w poprzednich miesiącach. Ta liczba to sytuacje kryzysowe - działania podejmowane w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia dziecka. Dane dotyczą tylko tego jednego telefonu zaufania, a co z sytuacjami, które nigdzie nie zostały zgłoszone?

Diagnoza przeprowadzona przez Biuro Pomocy i Projektów Społecznych, jeszcze przed pandemią, pokazuje następujące dane: nadużywanie substancji, w tym alkoholu, może dotyczyć ponad 3 milionów Polaków. W rodzinach z problemem alkoholowym żyje 3-4 mln osób, w tym 1,5-2 mln dzieci. Z kolei 2,5 mln osób w naszym kraju nadużywa alkoholu, a 700-900 tys. osób jest uzależnionych.

Te osoby także dotknęła pandemia, dzieci rodziców uzależnionych od alkoholu również przestały chodzić do szkół czy przedszkoli. Jak tam wyglądała atmosfera i relacje rodzinne? Nie trudno się domyśleć, że wspomniane wyżej interwencje dotyczyły między innymi rodzin z problemem alkoholowym, ale nie na tym chce się skupić, nie na sytuacjach kryzysowych, ale na tym jak strach i niepewność odbiły się na przeciętnej, normalnie funkcjonującej rodzinie.

 

 

 

 

Daria Gujska
Certyfikowany diagnosta ADOS2

Robert Ludlum powiedział: Człowiek, który się boi jest znacznie bardziej niebezpieczny.

Jak to się ma do izolacji? Każdy odczuwał związany z tym stres, każdy radzi sobie z nim inaczej, a wiadomo, że zamknięci w domu mamy ograniczone sposoby aby odreagować. Ponad to gdy jeden z domowników jest zdenerwowany jego nastrój udziela się innym i powstaje takie zamknięte koło. Przykład? Mama pracuje zdalnie, do tego ma dwójkę dzieci i obowiązki domowe, jest zestresowana, ciężko jej odnaleźć się w nowej sytuacji, dlatego nawet najmniejsza rzecz powoduje jej zdenerwowanie, np. to, że syn znów rozlał zupę, swoje nerwy przerzuca na męża, który wraca zmęczony z pracy, a mąż z kolei odreagowuje na drugim dziecku, a dziecko na przykład na psie. Taki łańcuszek to eskalacja napięć, które zazwyczaj zaczynają się od takiej małej drobnostki. To jest mechanizm tak zwanego modelowania agresji, w którym konflikt zaczyna się od małej rzeczy, ale eskaluje na cały system rodziny i każdy uczy się przerzucania złych emocji na kolejną osobę co tylko napędza całą spiralę. Każdy członek rodziny ma tendencję do oceniania zachowań drugiej osoby, patrząc na to tylko ze swojej perspektywy.

W sytuacji kwarantanny ważny jest szerszy kontekst postrzegania i uruchomienie mechanizmów rozumienia. Wystrzeganie się przypisywania poszczególnym domownikom złych intencji, aby nie powodować kolejnych sprzeczek i dyskomfortu dla całej rodziny.

Każdy człowiek pod wpływem lęku, niepewności, stresu uruchamia w sobie takie mechanizmy, które mają za zadanie pomóc w radzeniu sobie z trudną sytuacją. Zazwyczaj są to dwa rodzaje zachowania tj. atak i obrona. W obecnych czasach zauważa się problem z komunikacją, ponieważ w dużym stopniu rozmowy nie toczą się oko w oko, tylko poprzez komunikatory elektroniczne. W sytuacji, w której ludzie byli zmuszeni do prowadzenia rozmów twarzą w twarz, okazało się że bez „protez komunikacyjnych” nie potrafią ze sobą szczerze i otwarcie rozmawiać.

Rodziny zostały zamknięte w przysłowiowych czterech ścianach i stanęli w obliczu ustalenia reguł partnerstwa, co wymagało rozmów, niekiedy trudnych, umiejętności pójścia na kompromis. Ciężko nagle prowadzić z rodziną tego typu rozmowy gdy wcześniej po prostu nie miało się na nie czasu. Takie szczere konwersacje są bardzo ważne aby przerwać narastającą eskalacje napięć. Jeśli mowa o zdenerwowaniu wystarczy byle błahostka aby wybuchnąć, jest to rodzaj odreagowania stresu, niestety, nie najlepszy dla innych domowników. Na pewno podczas tej przymusowej izolacji każdy co najmniej raz był w takiej sytuacji, że zareagował nieadekwatnie do jakiegoś wydarzenia, bo przecież wspomniana wyżej rozlana zupa nie jest powodem do sprzeczki.

Ten ciężki czas zamknięcia i w pewnym sensie też negatywnych doświadczeń oraz emocji można wykorzystać teraz, gdy powoli wracamy do nowej rzeczywistości. Warto zaplanować wspólny czas z rodziną, już nie koniecznie w domu, bo przecież coraz więcej obostrzeń jest znoszonych.  Zrobić z tego rytuał, np. jedno popołudnie w tygodniu poświęcić na wspólny rodzinny czas i dużo rozmawiać, nawet na te trudne tematy. Jeśli coś nas zdenerwuje, bo przecież może nas zdenerwować, zamiast krzyczeć i odreagowywać na innych, warto odnieść się do sytuacji, która nas zdenerwowała i powiedzieć o tym wprost, wtedy nie wchodzimy w tą eskalacje napięć, która źle wpływa na wszystkich domowników, ale też uczymy dzieci jak rozmawiać, zarówno tak „po prostu”, ale też o emocjach.

Wyciągnijmy lekcje z tego trudnego czasu, nauczmy się czegoś nowego i korzystajmy z tego na co dzień!