Co pozytywnego pandemia wniosła do Twojej rodziny?

Pandemia koronowirusa wpłynęła na życie codzienne każdej rodziny. Zmieniła nawyki i zwyczaje, sposób organizacji pracy. Wiele się mówi i pisze o negatywnych skutkach tej sytuacji, ale tak naprawdę zawsze są dwie strony medalu.

Każdy może zastanowić się nad tym co ten czas dał mu pozytywnego? Jakie plusy można wynieść z tej sytuacji, może zmieniło się coś na lepsze? Zawsze łatwiej jest ponarzekać, wskazać to co nie pasuje niż pochylić się nad danym zagadnieniem głębiej i stwierdzić, że może jednak da się wyłuskać choć jeden pozytyw z pozornie beznadziejnej sytuacji.

My postanowiłyśmy zapytać rodziców naszych podopiecznych, a także znajomych i przyjaciół: „Co pozytywnego pandemia wniosła do Twojej rodziny?”. Każdy słysząc to pytanie, najpierw odpowiadał: „przecież nic, ta sytuacja jest beznadziejna, oby więcej się nie powtórzyła” lecz po kolejnej prośbie, aby jednak poświęcić chwile na refleksję nad tym konkretnym pytaniem, wszyscy potrafili wskazać choć jedną rzecz, która była po prostu dobrym skutkiem panującej pandemii.

Oto kilka wybranych odpowiedzi:

Więcej czasu razem, więcej obserwacji, więcej ciepła, więcej radości. Oto co wniosła.”

„Na pewno chłopcy się do siebie zbliżyli, zaadoptowaliśmy drugiego kota. Z racji mojej pracy miałem okazję więcej czasu spędzić z rodziną, bo po prostu podczas tego okresu nie musiałem pracować. Staś ruszył trochę z mową oraz zauważyliśmy, że uwielbia zajęcia techniczne, więc miał okazję ciąć diaksem oraz szlifować co mu sprawiało wielką radość. Rewelacja.”

„Pandemia przede wszystkim jeszcze bardziej nas wszystkich do siebie zbliżyła, pokazała, że nawet trudne zadania do wykonania na co dzień można zrobić razem. Nie potrzeba dodatkowej opieki nad dziećmi przy wykonywaniu cięższych zadań, potrafimy się wtedy zająć nimi sami. Szymon bardzo mocno zaangażował się w opiekę nad Zuzią, zauważył, że nie jest sam i należy dzielić się z innymi. Bliskość.”

Chłopcy się bardziej zżyli, nauczyli się ze sobą zarówno bawić jak i kombinować.  Spędziliśmy bardzo dużo czasu razem, we 4. To był ciężki okres, ale dużo nam dała taka bliskość. Większość rzeczy robiliśmy wspólnie, angażując w to chłopców np. sprzątanie, gotowanie, skręcanie mebli. Zauważyliśmy, że Staś bardzo lubi majsterkowanie. Mogliśmy porównać i przyjrzeć się zmianom, które zaszły w Stasiu od momentu przyjścia do przedszkola. Rodzina.”

„W trakcie pandemii mieliśmy więcej czasu na poznanie siebie, swoich potrzeb, emocji… Można było cieszyć się sobą, nigdzie się nie spiesząc. Przeszkodą była praca zdalna, ale mimo wszystko mój syn miał mamę 24 h/dobę, dużo się przytulaliśmy. Był to czas dobry pod względem zacieśnienia relacji, choć nie łatwy z uwagi na obostrzenia. Bliskość.”

„Właściwie to radość z bycia razem. Wcale nie chce uciec do pracy. W pracy też są zmiany, nie wiadomo, jak będzie po powrocie i to jest moim największym zmartwieniem – ta niewiedza. Ale jesteśmy dla siebie od razu po pracy, jeszcze nie zmęczeni. Umiemy wspólnie bawić się przy robieniu np. obiadu (wcześniej wszystko szybko, teraz zdecydowanie wolniej). To, że nie muszę poświęcać ok 3h na dojazdy do pracy, jesteśmy szczęśliwsi. Szczęście.”

Chłopcy zbliżyli się do siebie, dużo rozmawiają, współpracują. Teraz gdy minął już ten najgorszy, najtrudniejszy czas w mojej pracy, a nadal pracuję zdalnie, nie tracę czasu na dojazdy, więc mam go więcej dla dzieci. Chodzą słuchy, że taki model pracy zostanie zachowany lub lekko zmodyfikowany (4 dni w domu, 1 dzień w biurze), więc czasu dla dzieci nadal będzie więcej. Czas.”

„Epidemia… hmmmm brzmi źle. Pandemia? Jeszcze gorzej… No ale cóż... w takiej rzeczywistości przyszło nam teraz żyć. Siedzieliśmy zamknięci w domach, ale jednak może nie było tak źle. Odkryliśmy na nowo więzi rodzinne i to jak może być fajnie grając wspólnie w zapomnianego Chińczyka czy warcaby. Serfując po sieci nauczyliśmy się fajnych, nowych rzeczy. Znaleźliśmy czas na przeczytanie książek, które od tak dawna zalegały na półkach... W końcu obejrzeliśmy po raz kolejny nasze ulubione filmy, na które w codziennym, normalnym życiu nie starczało już czasu... No i wreszcie, co chyba najważniejsze zaoszczędzaliśmy pieniądze ( przynajmniej niektórzy z nas) na benzynie nie jeżdżąc.”

Jak można wywnioskować z powyższych wypowiedzi pandemia pozwoliła przede wszystkim na odbudowanie więzi rodzinnych, na ponowne odczuwanie bliskości, na dostrzeżenie w sobie tego o czym zapomnieliśmy. Po prostu sytuacja zmusiła nas do tego, aby się zatrzymać. Nie było wyjścia, trzeba było zwolnić. Trudno tak nagle, z dnia na dzień przyhamować. Każdy odczuł, że to było ostre hamowanie, takie które nami zarzuciło, ale może właśnie to było potrzebne. Może warto zwrócić uwagę na ten chory pęd, w którym wszyscy jesteśmy. Nie ważne czy mali, czy duzi. Każdy biegnie przez życie. Jesteśmy w związkach, zakładamy rodziny, budujemy wspólnie domy, wciąż zamartwiamy się o przyszłość. Zapominamy o tym co teraz. Chory pęd został narzucony, ale już nawet nikt nie wie przez kogo. Nagle przyszedł „jakiś wirus” i wszyscy musieli się zahamować, niestety dla niektórych skończyło się to karambolem, ale na szczęście są też tacy, którzy po prostu wyszli z auta, otrząsnęli się z początkowego szoku i zaczęli obserwować i dostrzegać to co najważniejsze.

Oczywiście, nie można generalizować. Pandemia przyniosła wiele więcej złego… mówi się o rozwodach, przemocy domowej, uzależnieniu od elektroniki oraz popularnych używek, braku ruchu fizycznego. Ale można chwycić się tego światełka nadziei, które dają choćby powyższe wypowiedzi, że jednak jest też pozytywnie.

„Pandemia? Na początku trochę paniki, ale z drugiej strony ulga. Naprawdę! Nagle poczułam, że jestem wolna. Oczywiście najpierw myśli: jak to wszystko teraz zorganizować? Jak będzie z pensją? Jak się zabezpieczyć? Ale to szybko minęło. Dlatego, że przeważyła myśl, że wspólnie ze swoim partnerem w końcu mogę się zatrzymać. W końcu mogę oczyścić głowę i poczuć się bezpiecznie w swoim związku i we wspólnym domu. A przede wszystkim mogę poczuć, że to nasz wspólny DOM! NASZ AZYL, o który dbamy wspólnie. Wiesz… To było niesamowite uczucie. Bo najpierw faza zakochania, wiadomo wtedy to się nic nie liczyło, właściwie to wszystko rzuciliśmy i świat był tylko nasz. Żaden inny się nie liczył. No ale w końcu przyszła i faza codzienności. Oczywiście razem, oczywiście po partnersku, ale jednak brakowało iskry… bo ciągle była gaszona przez cholerny, codzienny pośpiech, przez muszę, powinnam, to jest na już, to jest na wczoraj. To straszne uczucie, straszne jest to, że wchodzimy w coś takiego, co nie daje nam właściwie nic. I nagle PANDEMIA, nagle jakiś tam koronawirus i w końcu właściwie to zbawienie! Można było się wyrwać z tego przymusowego pośpiechu. Z jednej iskry zrobił się ogień, bo w końcu miał możliwość. I właściwie to dziękuję PANDEMII, dziękuję za to że mogłam, mogliśmy się zatrzymać i być ze sobą. Naprawdę cieszyć się każdą drobnostką, wspierać, przytulać, dostrzegać prawdę w sobie, a nawet za to, że mogliśmy się prawdziwie kłócić, bo po prostu się słuchaliśmy! Rozpraszacze zniknęły. Było tu i teraz. Dziękuję Ci, koronawirusie.”

Ostatnia wypowiedź jest pewnego rodzaju listem… Ale uważam, że pięknie podsumowującym odpowiedź na pytanie: „Co pozytywnego pandemia wniosła do Twojej rodziny?”. Myślę, że warto się nad tym pochylić i zapamiętać…

ZATRAĆMY SIĘ W TERAŹNIEJSZOŚCI.

Czytelniku, spróbuj napisać swój list do pandemii – czekamy na Twoje wrażenia przesłane na naszego maila: fundacjava@gmail.com

 

 

 

Marta Kowalska
Pedagog specjalny
Terapeuta osób z niepełnosprawnością sprzężoną