Funkcjonowanie dziecka przed – w trakcie – po kwarantannie

Nieszczęsna pandemia… Dotknęła nas wszystkich. Dzieci z wszelakimi zaburzeniami, które były w procesie terapeutycznym nagle zostały z niego wybite. Jak to się skończyło? Czym to skutkowało? A może były same pozytywy?

„ZNAKOMICIE. Moim zdaniem, mój syn przed kwarantanną zrobił duży progres, w trakcie zarazy mieliśmy obawy przez brak terapii, podczas zauważyliśmy lekki postęp w mowie oraz kilka gorszych rzeczy takich jak: przez znudzenie sytuacją często kładzie się na ziemi podczas zabawy, rano od 6/7:00, w zależności jak wstanie potrafi sobie włączyć TV. Z pozytywnych aspektów widać, że podczas zabawy budował fajne konstrukcje samodzielnie, a z młodszym bratem się zaprzyjaźnił i chciał wiele rzeczy robić z nim wspólnie. Po kwarantannie widać, że nie chce mu się wstawać wtedy, kiedy my tego chcemy, gdyż rozleniwił się i chciałby wstawać tylko wtedy kiedy jemu się chce”

„ZMIANY. Przed – to był moment dużego rozchwiania mojego syna. W trakcie: było ciężko, ponieważ co i rusz wynajdował nowe fiksacje/stymulacje. Brakowało mu wychodzenia z domu i kontaktu z innymi. Po 2 tygodniach miał okres buntu i nie bardzo chciał współpracować. Bardzo walczył z mową. Było widać, że brakuje mu słów, a już bardzo chce coś powiedzieć, słowa często zastępował sylabami. Po mniej więcej miesiącu wkradł się bunt na wszystko i nie chciał np. sprzątać zabawek, a jak już to robił to trwało to bardzo długo, przez co 90 % zabawek mieli schowanych, w pewnym momencie zostały im kredki, książki i tylko część puzzli i mam wrażenie, że z małą ilością zabawek bawił się lepiej niż posiadając wszystko! Po kwarantannie: wraca z przedszkola i stara się opowiadać o swoim dniu”

„W trakcie kwarantanny mój syn trochę się rozleniwił, zaczął miewać swoje humory i fochy. Po kwarantannie na początku ciężko było się przyzwyczaić do wstawania, a tym bardziej z rezygnacji z porannego długiego tulania na dzień dobry (nie wspominając o rezygnacji z ulubionych bajek o godzinie 8). Po kwarantannie i po powrocie do przedszkola zdarzyło się kilka wpadek z toaletą, ale już obiecał że tego nie będzie. Z wstawaniem i wyjściem też już nie ma takich problemów. SUPER.”

„POPRAWNIE. PRZED – funkcjonowanie dobre, brak uwag ze strony przedszkola (ewentualnie czasami – problemy z emocjami lecz nieznaczne), w domu wszystkie czynności wykonywane poprawnie, interakcje - dobre. W TRAKCIE – wymuszona samodzielność z uwagi na pracę zdalną mamy, respektował konieczność pracy mamy i starał się jej nie przeszkadzać, choć co jakiś czas „przypominał o sobie” prosząc o wspólną zabawę, sporo czasu było niestety przeznaczone na oglądanie bajek, po około miesiącu dało się odczuć znudzenie, tęsknotę za rówieśnikami i nieco większe pobudzenie z uwagi na dużo mniejszą ilość ruchu (objawiało się to np. bardzo mocnym ściskaniem, czasem szczypaniem czy „niegrzecznością”). PO KWARANTANNIE – funkcjonuje dobrze, cieszy się powrotem do przedszkola, zabawą z kolegami, czasem w ogrodzie, występują nieco częściej epizody „pyskowania”, nadmiernego przestrzegania zasad (np. higiena rąk – odkażanie).”

„CIĘŻKO. Przed pandemią zdecydowanie w domu jak i życiu dziecka panowała pogoń, ale i ład. Mało się widzieliśmy, dużo pracowaliśmy. Moja córka miała poukładany każdy dzień i weekend był tylko taką odskocznią, chociaż też bardzo powtarzalną. W trakcie z racji pracy ciężko było to sobie poukładać. Przez pierwsze 2-3 tygodnie podeszliśmy bardzo zadaniowo, była szczęśliwa, chętna do pracy, poukładana, widziałam jak uczy się nowych słów. Potem się wycofała, ja z racji pracy (było bardzo ciężko, praca od rana do rana) też odpuściłam. Las chwilowo dawał nam ukojenie (dopóki go nie zakazali). Bajki i wszystko co niewłaściwe…, ale (jako że ja ciągle na pracy zdalnej) widząc, że ja zabieram się za cokolwiek, chętnie we wszystkim mi towarzyszyła. Bardzo się związałyśmy, to że mogę ją odebrać i zobaczyć już od 15:30 jest dla nas wielkim szczęściem. Sporo odpuściliśmy, ale też odkąd wróciła, wraca to poukładanie i mamy radość z bycia razem.”

„KOSZMAR. Mój syn przed kwarantanną po półrocznym pobycie w przedszkolu bardzo poprawił swoje funkcjonowanie. Lepiej jadł i lepiej się zachowywał. Pogodził się z brakiem bajek i słodyczy i nie domagał się ich, co również wpływało na jego lepsze funkcjonowanie. Kwarantanna była czasem bardzo trudnym dla całej naszej rodziny. Ja miałam bardzo trudny okres w pracy (zdalnej), praca po 11-12 godzin dziennie, również w weekendy. Mąż jeździł do swojej pracy, a starszy syn również pracujący zdalnie prawie nie wychodził ze swojego pokoju. W tej sytuacji moi dwaj synowie byli pozostawieni sami sobie. Trochę się bawili, na pewno zaczęli się lepiej dogadywać, ale też było bardzo dużo spięć, kłótni i bijatyk. Wróciły bajki i słodycze (słodycze za punkty). Mój syn funkcjonował gorzej, częściej był nerwowy. Widać było, że rozsadza go energia i źle ją kierunkował. Po kwarantannie powoli staramy się wrócić na stare tory. W tygodniu nie ma bajek, powoli, stopniowo zaczyna wracać do normy.”

„ZRÓŻNICOWANIE. Gwiazda była gwiazdą, widoczna, wiadomo gdzie jest, czasem błysnęła. I to przed, w trakcie i po. Przed: był jakiś cykl, harmonogram, czasem odstępstwa. Sama starała się pomóc, robiła czasem co trzeba, ale była w cyklu. Widać było zmęczenie fizyczne, które pomagało jej zasnąć. W trakcie: rozluźnienie, coś popracowała, fajnie, że było widać zrywy i lekkość np. w kolorowaniu, szlaczkach etc., ale kompletnie nie zmęczona fizycznie, z drugiej strony bardzo zaciekawiona tym co się działo w domu: gotowanie, sprzątanie, bieganie ze ściereczką, ciągłe zaczepianie i potrzeba kontaktu. Fajne zaciśnięcie więzi z siostrą. Ale potem rozluźnienie, bajki, inny cykl zasypiania, mniej czasu na skupienie uwagi na jej rozwoju, mimo wszystko mniejsza intensywność owocowała większą komunikacją. Czasem znowu odpływała mówiąc do kogoś wyimaginowanego. Zaskoczony byłem tym, że nie chciała chodzić do przedszkola, widać było po niej ilość bodźców, w domu bardziej jej odpowiadało ale tylko na początkowym etapie. W pierwszym momencie do wszystkich wołała „ciociu”, ale po chwili się poprawiała. Chodzi za rękę, z chęcią wsiada w nowy fotelik, pokazuje i komunikuje co chce robić, a gdy mówi wyrazy to mówi ich drugi człon, składa zdania 2-3 wyrazowe, widać było już jej starania. Foch – jest jak był. Śmiech jest większy. Złość – mniejsza?”

Ile historii tyle wrażeń. Każdy wspomina trudny czas kwarantanny inaczej. Zdarzały się wzloty i upadki. Były momenty szczęścia i beztroski oraz ogromnego zmęczenia i frustracji.

Na początku każdy rodzic bał się, że dziecko zatraci wyuczone już w procesie terapeutycznym umiejętności. Największą obawą był po prostu regres. Rodzice przyjmowali różne strategie, każdy takie na jakie mógł sobie pozwolić. Trudno było znaleźć balans i postawić jasne granice pomiędzy pracą i życiem domowym. Ciągła niepewność była wykańczająca.

Brak zmęczenia fizycznego u dzieci skutkował kumulacją emocji. Nie było możliwości wybiegania się, skakania, zabaw na świeżym powietrzu. Brakowało wszystkiego – kontaktów z rówieśnikami, nauki, zabawy, terapii, pomysłów a przede wszystkim możliwości wyjścia gdziekolwiek.

W rozmowach na pierwszy plan wychodziło poczucie osamotnienia w mierzeniu się z wyzwaniami codziennego dnia, który był na pozór normalny a jednak inny. Zauważamy pewne powtarzalne emocje i sytuacje trudne, które pojawiały się u wszystkich rodzin. Jednak takie wnioski wysnuwamy już po czasie kwarantanny kiedy wróciliśmy do „normalności”. W trakcie przymusowego zamknięcia byłyśmy w stałym kontakcie z rodzicami naszych podopiecznych i w podczas wielu rozmów rodzice wyrażali potrzebę rozmowy, wsparcia, dobrego słowa, mobilizacji do działania. Czuli niepewność i bezradność, jednak poczucie osamotnienia „górowało”. Każdy był zamknięty w swoim pudełku, każdy z tego samego powodu, każdy przymuszony i każdy osamotniony.

Wchodziliśmy w czas kwarantanny z nadzieją, że szybko minie, z wiarą, że wszystko będzie dobrze i ze wszystkim sobie poradzimy, z myślą, że po prostu przeczekamy. Tymczasem okres ten stale się wydłużał. Pojawiała się frustracja, złość, niechęć, bezradność, bezsilność i rezygnacja. Każdy próbował przetrwać po najprostszej linii oporu, bo inaczej się nie dało. I przetrwaliśmy. Przyszedł też czas na podsumowania i refleksję nad tym co było. I jak będziemy wspominać ten „koszmar”? Pozytywnie! – takie głosy przeważają. Zarówno rodzice jak i dzieci wyszli z pandemii zwycięsko! Po raz kolejny okazuje się że dystans i lekkie spojrzenie na trudności są kluczowe i pozwalają przetrwać. Pracujemy dalej! Rodzice wracają do „normalności w pracy”, a dzieci powracają w proces terapeutyczny. Zaczynamy na spokojnie. Czasem będziemy nadrabiać i przypominać to co było już wyuczone, czasem będziemy mobilizować do wytrwalszej pracy i pobudzać koncentrację, której czas się skrócił. Będziemy uczyć nowych rzeczy i dalej rozwijać. Przede wszystkim będziemy doceniać to co najważniejsze!

 

 

 

Marta Kowalska
pedagog specjalny

 

Marta Miętus
psycholog